Chciałabym w tym miejscu przekazać Wam drodzy czytelnicy moją wiedzę na temat złych nawyków żywieniowych i tego, jaki mają bezpośrednio wpływ na nasze zdrowie. Niektórzy z Was może nawet się zdziwią, bo będę tu wymieniać produkty przez większość znane i lubiane, w większości nawet uważane za zdrowe. Chciałabym zaznaczyć, że nie zamierzam tu przeczyć, iż posiadają one w swoim składzie ogrom potrzebnych nam do życia składników. Spróbuję jedynie uświadomić Was jakie skutki uboczne powoduje ich sporzywanie. Wszystkie składniki pokarmowe można jednak znaleźć w innym pokarmie, najlepiej w warzywach, które przechodząc przez nasz organizm nie wyrządzają po drodze szkód.

   Żeby było jasne, sama nie wykluczyłam całkowicie z diety mojej rodziny żadnego z poniższych produktów. Jesteśmy do nich za bardzo przywiązani niestety. Staram się jednak mocno je ograniczać, a zwłaszcza w czasie obniżonej odporności, choroby, czy choćby sytuacji, kiedy potrzebna jest większa ilość energii i wigoru :)

   Przy planowaniu posiłków dla naszej rodziny pamiętajmy o zbilansowanej diecie, gdzie najważniejszym składnikiem posiłków są warzywa. Zwłaszcza na talerzu z obiadkiem muszą się one znaleźć. Nie musi tam być mięsa ani nabiału ale muszą być warzywa. W kwestii mięsa każdy może mieć oczywiście swoją opinię. Ja po wielu przeczytanych książkach i rozmowach z dietetykami przeraziłam się ile niebezpiecznych składników zawiera ten nieodstępny element tradycyjnego obiadu. Postanowiłam wypróbować na sobie, nie jedząc przez pewien okres mięsa i muszę przyznać, że odczuwałam wówczas znacznie mniejsze zmęczenie każdego dnia. W mięsie znajduje się kwas moczowy, który jest dla naszego organizmu trucizną i płacimy ogromną cenę za jego usunięcie. Wprawdzie zdrowe nerki radzą sobie z problemem bez przeszkód ale kiedy dopada nas choroba mamy mniej energii i zasobów do walki z nią. Jest jeszcze jedna sprawa dotycząca mięsa, a mianowicie antybiotyki i sterydy, które się w nim znajdują. Chodowla zwierząt bez nich byłaby nieopłacalna, ponieważ durza część zwierząt chorowałaby i zdychała lub rosłyby zbyt wolno. Zjadane przez nas sterydy i antybiotyki mogą nawet wpływać na zmiany w naszym DNA. Starajmy się zatem unikać mięsa jeśli to możliwe, a przynajmniej ograniczyć jego spożywanie. Ważne jest jednak zbilansowanie wszystkich potrzebnych składników, tak więc mięso należy zastępować innymi produktami jak np fasola - to jest jednak rozległy temat na osobny post.

Jak to się ma do odporności? Już tłumaczę. Na naszą odporność - czyli zdolność naszego organizmu do zwalczania dostających się do niego ze środowiska zewnętrznego wirusów i bakterii - ma bezpośredni wpływ stan naszego układu pokarmowego, głównie jelit. Wprost z nich przedostają się przecież do naszej krwi wszystkie składniki potrzebne i niepotrzebne naszemu organizmowi. Organizm oczywiście to, co nie jest potrzebne próbuje wydalić, a tłuszczyk odłożyć na gorsze czasy. Zabiera mu to jednak czas i energię, której jest już wtedy mniej na intensywną walkę z intruzem - wirusem lub bakterią. Jednocześnie jelita utrzymane w złym stanie mają ograniczoną wydolność, czyli zdolność do dostarczania do krwi potrzebnych składników aby nasz organizm był silny.

   Ja muszę się przyznać, nie jestem w stanie całkowicie wyeliminować mięsa z naszej diety z prostego powodu - wszyscy je lubimy. Staram się je jednak ograniczać. Trzeba mieć świadomość, że nie jest to "samo zdrowie" i nie pozwalać dziecku zjeść na obiad np samego kotleta.

Są jeszcze inne produkty, które utrudniają pracę naszemu układowi pokarmowemu. Weźmy na przykład mleko. Wydawałoby się takie zdrowe, jednak jak się nad tym zastanowić... dla kogo natura przewidziała mleko? Bezsprzecznym jest, że nasze ludzkie mleko jest dla naszych ludzkich niemowląt. Nie pijemy go my (dorośli) ani nie dajemy innym ssakom. Sami jednak upodobaliśmy sobie podkradanie go innym, głównie krowom i kozom, a raczej ich dzieciom :D Wiadomym jest, że mleko zawiera mnóstwo ŁATWO przyswajalnych rzeczy ale czy to dobrze? Jakby się nad tym zastanowić to dorosły człowiek ma zdolność przyswajania tych elementów z naszego pokarmu i na zdrowy rozsądek nie jest dobrym pomysłem rozleniwianie go takim łatwo przyswajalnym mlekiem, które ma też swoje złe oblicze w organiźmie dorosłego ssaka. Po nabyciu zdolności przełykania normalnego pokarmu, czyli w wieku 1-2 lat, nie jesteśmy w stanie trawić go bez skutków ubocznych. Mleko, które trafia do naszego przewodu pokarmowego fermentuje wytwarzając przy tym gazy, które w jelitach powodują gnicie i ferment pozostałego jedzenia, które sporzyliśmy. Takim sposobem zmienia się flora bakteryjna i ph w naszych jelitach, pracują one gorzej, na ściankach odkładają się zepsute, spleśniałe resztki jedzenia. Po zewnętrznej stronie ścianki oczywiście cała siatka przyczepionych naczynek krwionośnych zabierających wszystko wgłąb organizmu. Mleko jest bezsprzecznie niezastąpionym pokarmem ale dla noworodków i niemowląt, wiadomo najlepiej, jeśli jest taka możliwość, mleko mamy.

   Ja karmiłam moje dzieci piersią przez ok 15 miesięcy i do ukończenia 2 roku życia dostawali mleko krowie modyfikowane (w proszku - takie przeznaczone dla dzieci). Teraz piją chętnie mleko owsiane rano i wieczorem. Jest ono bardzo zdrowe, nie powoduje skutków ubocznych, ma nawet więcej wapnia niż mleko krowie. Równie zdrowe jest mleko ryżowe, nie spotkało się ono jednak w naszym domu z tak dużym entuzjazmem jak mleko owsiane.

   Chciałabym poruszyć w tym miejscu temat jeszcze jednego produktu tak bardzo lubianego przede wszystkim przez dzieci. Chodzi o białą mąkę, zwłaszcza pszenną. Jedna moja rada jest taka, żeby starać się przyrządzać nasze posiłki z innych zbóż niż pszenica. Jest ona najpopularniejszym produktem spożywczym, dlatego zapotrzebowanie na nią jest ogromne, stąd powstała potrzeba modyfikowania laboratyjnego nasion aby była bardziej plenna, odporna itd. Nie istnieje już pszenica taka jaką siali i zbierali nasi dziadkowie. Zwróćmy uwagę, że coraz więcej ludzi ma dzisiaj alergię lub nietolerancję glutenu, co moim zdaniem w tym ma właśnie swoje źródło.
   Druga rzecz, tym razem już na temat wszystkich białych mąk jest taka, że nasze jelita źle radzą sobie z jej wydalaniem. Oblepia się na ściankach jelit, starzeje tam itd. Jak dojdą do tego jeszcze różne "ulepszacze" na przykład pieczywa kupionego w sklepie... nie muszę chyba opowiadać co mamy w jelitach. (zawsze można sobie spróbować namoczyć kupione pieczywo na sitku i spróbować rozetrzeć na nim palcami, wówczas dostaniemy obraz jak zachowa się to w naszych jelitach). Najlepiej urzywać w kuchni mąki pełnoziarnistej, oraz kupować pełnoziarniste produkty w sklepie. Mają one dużą zawartość błonnika, który bardzo usprawnia pracę naszych jelit.

   Jeśli chodzi o mnie i moich synów, wszyscy bardzo lubimy chleb. Najbardziej niestety smakuje nam ten zwykły biały. Jemy go więc na zmianę z razowym. Zawsze jednak zwracam uwagę aby był z różnych zbóż. Najsmaczniejszy dla nas: pszenno - żytni, robiony na zakwasie. Zakwas to dobre kultury bakterii dla naszych jelit i pomoc w ich funkcjonowaniu.

   Kolejnym - i chyba największym - wrogiem naszego zdrowia jest cukier... Jej, o tym to przecież wiedzą wszyscy ale jak go sobie odmówić skoro jest taki pyszny! Ja stwierdziłam, że nie da się go wogóle nie jeść! Nie w moim przypadku, gdzie od dziecka znam smak słodyczy i go uwielbiam! Chociaż przychodzi to z wielkim trudem, staram się go ograniczać najbardziej jak mogę. Wbrew pozorom, sprawa była o wiele łatwiejsza z moim synkiem. Postanowiłam sobie, że nie pokażę mu tego smaku aż nie skończy 2 roku życia. Nie jadłam też słodyczy przez całą ciążę! Uparłam się i tak też zrobiłam. Spotkało się to oczywiście z ogromną krytyką innych osób, zwłaszcza dziadków. Dlaczego odmawiać dziecku przyjemności?? Otóż żadnej przyjemności mu nie odmawiałam bo smaku słodyczy nie znał i nie było mu przykro że ich nie dostaje. Byłam przy tym bardzo skrupulatna bo do słodkiego można podniebienie przyzwyczaić nie tylko przez jedzenie słodyczy. Cukier lub inne słodziki kryją się w wielu pokarmach nawet tych przeznaczonych dla niemowląt. Weźmy chociażby kaszki. Większość z nich jest wymieszana z mlekiem w proszku, które też ma słodki smak. Nie ma w nim może cukru ale jeśli go skosztujecie, przekonacie się, że jest słodkie. Nie chodzi tutaj jedynie o nie podawanie dziecku cukru, tylko o nie przyzwyczajanie go do spożywania słodkich pokarmów. Jeszcze gorzej jest z kaszkami ulepszanymi jakimś smakiem. Jeśli dodam do czystej kaszki banana czy truskawkę będzie ona smakowała zupełnie inaczej niż ta gotowa kupiona w sklepie kaszka. O to właśnie chodzi aby od samego początku nie przyzwyczajać małego człowieka do smaku przetworzonego + słodkiego jedzenia. Ja wybierałam dla mojego syna tylko "czyste" kaszki i przygotowywałam je na wodzie. Lubuł je bardzo ale tylko dlatego, że nigdy nie spróbował tej "ulepszonej". Jaki był tego efekt? Jak ja zazdroszczę teraz mojemu synkowi, który po wzięciu cukierka do buzi wypluwa go i mówi: "bleee"! Tak samo jest z czekoladą czy kawałkiem ciasta. Czy ja mu zrobiłam krzywdę, że kompletnie nie jest mu teraz szkoda, że inne dzieci obok jedzą można powiedzieć truciznę, a on wogóle nie ma na nią ochoty? Lubi jeść tylko biszkopty i herbatniki, ostatnio skusił się też na lody. Gumy rozpuszczalne, kolorowe cukierki, galaretki wogóle go nie kuszą. To jest mój największy sukces, że moja ciężka praca przyniosła taki efekt. Mówię ciężka, bo ile jest prostych dań, które mośna podać dziecku bez wielkiej pracy. Na przykład kulki czekoladowe z mlekiem... No proszę nie dość że słodkie to jeszcze czekolada i jeszcze mleko... Wogóle dla mnie czekolada na śniadanie lub kolację to jest absurd. Chodzi mi tu o czekoladę pod każdą postacią: kakao, płatki śniadaniowe, masło czekoladowe na kanapce itd. Ja muszę przyznać toleruję płatki śniadaniowe ale tylko takie z miodem i wieloziarniste, a mleko najlepiej owsiane (choć nie zawsze jest taka możliwość).

   Dobrze ale czemu ten cukier jest taki zły i jak on wpływa na naszą odporność? Po pierwsze już w jamie ustnej jest to największy wróg naszych zębów. Najlepiej byłoby umyć zęby po każdym zjedzeniu czegoś słodkiego. Kto jednak tak robi? Po drugie krótko mówiąc wywołuje wydzielanie się toksyn w naszych jelitach, które są dla nas trujące i mocno osłabiają organizm, który przy kontakcie z wirusem lub bakterią nie jest w stanie szybko jej zwalczyć. Nie wspomnę już o tym jaki to jest wysiłek dla naszej trzustki i wątroby aby stawić czoło takiej słodkości. Trzustka musi wyprodukować ogromną ilość insuliny, przez co odkłada się warstwa niepotrzebnego i obciążającego organizm tłuszczyku. Nie zapominajmy o tym, że tłuszcz nie odkłada się tylko pod skórą. Jeśli jest go za dużo to znaczy, że jest też na ściankach naczyń krwionośnych i w zasadzie w całym organiźmie. Pamiętajmy też o tym, że po niecałej godzinie od sporzycia cukru, jest produkowana w dużej ilości w organiźmie dopamina stymulująca ośrodek przyjemności w mózgu, dlatego czujemy się wręcz tak, jak po zażyciu heroiny. To jest właśnie powód, dlaczego uzależniamy się od cukru. Na koniec, ok 2 godziny po skonsumowaniu słodkości nasz organizm (tylko kiedy jest zdrowy) konczy "batalię" z cukrem. Wówczas czujemy się ospali, zmęczeni i niezadowoleni.


   Myślę, że nie sposób jest całkowicie wyeliminować z diety wymienionych przeze mnie składników. Mamy świadomość, że nasze organizmy do tej pory radziły sobie z ich trawieniem. Nie mamy też wpływu na obiady naszych dzieci na przykład w przedszkolu. W moim przypadku jest tak samo. Musiałam zaakceptować fakt, że nie da się wprowadzić w życie diety idealnej w mojej rodzinie. Mam jednak z tyłu głowy cały czas świadomość o znaczeniu poszczególnych pokarmów, dzięki temu wiem co lepiej wybrać w momencie, kiedy mam możliwość, czy w czasie osłabionej odporności, czy zagrożenia chorobą. Sama jestem ciekawa, czy przy stosowaniu ścisłej diety bez żadnych szkodliwych elementów nie chorowalibyśmy wogóle? Jestem w stanie uwierzyć, że tak.

   Członkowie mojej rodziny niestety muszą się czasem zmierzyć z chorobą. Dzięki jednak naszej świadomości o jedzeniu oraz innym sposobom, o których piszę w poście "Odporność dziecka", pokonujemy je z łatwością i bez większych objawów.


Chciałabym w tym miejscu wspomnieć o jeszcze jednej ważnej sprawie, dotyczącej każdego rodzaju pokarmu. Pamiętajmy: im bardziej przetworzone tym gorzej jest je strawić i mniej cennych składników nam oddaje. Mówię tu o gotowaniu, smażeniu, pasteryzowaniu, proszkowaniu i innych. Musimy oczywiście poddawać jedzenie obróbce aby było smaczniejsze i ładniejsze. Warto jest jednak mieć tą świadomość przy przygotowywaniu posiłków i starać się na przykład gotować na parze zamiast w głębokiej wodzie, dołączyć do obadu coś nie przetworzonego itd.

Duża część mojej wiedzy na temat odporności i odrzywiania pochodzi z książki Tombaka "Droga do zdrowia". Staram się, aby była ona cały czas dostępna w moim sklepie. Można tam znaleźć wiele bardzo konkretnych i czasem kontrowersyjnych porad, nie z wszystkim musimy się zgadzać i na wszystko odważyć ale na pewno warto być chociarz świadomym jak możemy poprawić wsój stan zdrowia oraz samopoczucie. Nie oparłam się jednak jedynie na jednej książce. Przeczytałam ich wiele, przeprowadziłam dużą ilość rozmów z lekarzami i dietetykami. Dało mi to moim zdaniem pełny obraz na to, czym się kierować dobierając jadłospis mojej rodziny. Udzielam porad tylko w moim przekonaniu najważniejszych i takich, które wypróbowałam na sobie :)